RSS
sobota, 31 października 2009
Przeprowadzka

Nie można żyć bez ryzyka/ Tylko widz, tylko widz go unika/ A kto chce być w środku zdarzeń/ Musi żyć wciąż z bagażem/ Musi mieć walizeczkę i koc/ I latarenkę na noc (J. Przybora)

 

Krzeszowice, 31.10.2009

Drodzy Czytelnicy i przyjaciele z Blogosfery! Brak czasu i nadmiar obowiązków służbowo-doktorancko-osobistych, jak również pustka mentalna (czyli poczucie, że wszystko co człowiek miał do powiedzenia zdążył już powiedzieć; jeden z ewidentnych dowodów na rozpoczęcie procesu starzenia), nakazują mi zamknąć ten blog. Nie znikam jednak całkowicie. Zapraszam na redagowaną przez moich przyjaciół stronę http://www.bezgranica.eu/ - już wkrótce możecie spodziewać się tam moich wpisów. Liczę, że wymuszona dyscyplina tematyczna (a więc pisanie o geografii społeczno-ekonomicznej Polski, a nie o tym co akurat wpadnie człowiekowi do głowy) sprawi, że moje teksty nabiorą nieco ciężaru tematycznego.

Pozdrawiam i dziękuję za wierne kibicowanie moim wysiłkom autorskim przez minione 16 miesięcy.

Geograf

14:11, komusinski
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 października 2009
Bułgaria i Macedonia w fotograficznym skrócie

Krzeszowice, 04.10.2009

 

 

 

1. Podejście na Musałę (2925 m npm); sam szczyt widoczny w tle, po lewej.

2. Widok z Musały o wschodzie słońca w kierunku Borowca.

3. Ochryd. Ledwo widoczne góry na horyzoncie to już Albania...

4. Witosza. Widok w stronę Riły z Crnego Vrchu. Za plecami - Sofia.

22:09, komusinski
Link Komentarze (5) »
piątek, 11 września 2009
Polskie klęski

Ulster says no! (Ian Paisley, 1984)

Krzeszowice, 11.09.2009

Cytatu powyżej proszę błędnie nie interpretować - ani nie jestem północnoirlandzkim lojalistą/ rojalistą, ani tym bardziej radykalnym prezbiterianinem, jak cytowany tu przeze mnie wielebny oszołom, pogromca IRA i katolików w ogóle. O piłkę mi chodzi, o nasza serię klęsk boiskowych (przypieczętowaną tak naprawdę już sobotnim żałosnym remisem z Irlandią Północną, stąd też cytat), o szeroko pojmowany charakter narodowy również - ale nie o religię.

Gdybym był złośliwy, niewrażliwy, fanatyczny i nie czynił rozróżnienia pomiędzy klęskami symbolicznymi a tymi do bólu rzeczywistymi, mógłbym łatwo porównać naszą potworną militarną klęskę sprzed lat 70 z naszą serią żałosnych porażek piłkarskich z ostatniego miesiąca. Ale wiem przecież, że o ile same twarde fakty – niegdyś utrata niepodległości, dziś utrata szans na futbolową wycieczkę do RPA – dają się jakoś ze sobą zestawić, to już analogii pomiędzy okolicznościami w jakich zaszły zrównywać ze sobą niepodobna. Bo i jakież mogłoby to być porównanie?

1. W 1939 roku polska armia była słabo wyposażona, ale pełna (przynajmniej z początku) woli walki - dziś o jakiejkolwiek walce w wykonaniu naszej kadry można jedynie pomarzyć

2. W 1939 walczyliśmy przeciwko przeważającym liczebnie siłom nieprzyjaciela. Liczba zawodników na boisku jest zaś dana a priori, wynosi 11 mężów zbrojnych (w co? - to już inna sprawa) i zasadniczo nie podlega zmianom (chyba że na życzenie samych grających, faulujących na czerwone kartki)

3. Co po niektóre siły polityczne próbują dziś przedstawiać klęskę roku 1939 jako moralny triumf - naszym piłkarzom takie uwznioślenie bodaj nie grozi ;-)

4. Cokolwiek by nie mówić - wiele z mariborskiej klęski dla statystycznego Polaka nie wynika. Nie pojedzie taki do Kapsztadu, nie będzie miał okazji się entuzjazmować - wszystko prawda. Ale też życia przez to nie straci.

A jednak, pewna zadra w naszej duszy pozostanie. Bo tak jak mityczny Zachód zawiódł w roku 1939, tak i zawiódł po siedemdziesięciu latach... Cokolwiek złego by nie powiedzieć o „działaczach” z PZPN-u, jakkolwiek nisko by nie oceniać ich postawy moralnej i kultury osobistej, jedno przyznać trzeba – Beenhaker rozczarował. Miał być Stefanem Batorym czy też Jagiełłą rodzimej piłki – okazał się być Henrykiem Walezym albo Augustem Sasem; królem gnuśnym a od spraw polskich uciekającym. Lecz z drugiej strony, czyż konający August Mocny nie wyznał szczerze, iż wolałby być w Polsce hetmanem niż królem, bo to ten pierwszy dzierży władzę? Czyż nie lepszy były tedy Beenhaker na miejscu Grzegorza Lato (i vice versa?) :-)

Pozdrawiam

Geograf 

22:32, komusinski
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 września 2009
Requiem dla transportu szynowego w Polsce

Durniom z zarządu PKP Intercity i Rady Miasta Gliwice - dedykuję.

Krzeszowice, 01.09.2009.

Jest pierwszy września 2009 roku. To nie tylko siedemdziesiąta rocznica wybuchu wojny i nie tylko pierwszy dzień szkolnej męki dla obywateli urodzonych w roku 2002/ 2003 (jak rodzic woli). To także pierwszy dzień wolny od tramwajów w Gliwicach i wolny od pociągów w Lidzbarku, Zamościu, Bełżcu, Ksrasnymstawie, Mikołajkach i dziesiątkach miast i wsi w różnych częściach kraju. Dla ludzi - jak ja - oddanych sercem sprawie funkcjonowania komunikacji publicznej w Polsce - dzień żałoby i refleksji (a częściej bezsilnej wściekłości).

Kołtuńska banda rządząca PKP Intercity, szukając na siłę uzasadnień dla zawieszania kolejnych pociągów i dopuszczając się jawnego sabotażu - poprzez celowe pogarszanie godzin kursowania składów i absurdalne ich cięcie, do poziomu 1(!) wagonu z lokomotywą - osiągnęła upragniony sukces, odcinając od połączenia kolejowego Zamość. 50-tysięczne miasto, była siedziba województwa i perełka renesansowej architektury, w ciagu jednego dnia utraciła wszystkie 4, kursujące do tej pory, pociągi, łączące ją z Warszawą (via Lublin) i Wrocławiem (via Kraków i Katowice). Brawo, panowie decydenci! Pozostaje wam jedynie życzyć - tak przez was ponoć wyczekiwanej - rychłej prywatyzacji! Oby była faktycznie szybka i bolesna, połączona z natychmiastowym wylaniem was na zbity pysk (bez odpraw!) i pójściem przez nowy zarząd po rozum do głowy (bo wierzę, że dla prywatnego właściciela to, co waszym zdaniem jest nieopłacalne, bardzo szybko okaże się znakonitym i wysoce dochodowym biznesem).

Radnym miasta Gliwice zaś - posługujących się bezczelnych łgarstwem i twierdzącym, jakoby przeładowane nieraz do granic możliwości tramwaje kursowały puste(!) - życzę jeszcze szybszej porażki w najbliższych wyborach samorządowych. Dodam na marginesie, że nie wiem czy władze jednego z kilkunastu miast GOP mają prawo podejmować decyzję wpływającą fatalnie na spójność systemu komunikacyjnego całej konurbacji górnośląsko - dąbrowskiej. Nie wiem także jaką opcję polityczną ci ludzie reprezentują, i kompletnie mnie to nie obchodzi. Gdybym był mieszkańcem Gliwic głosowałbym w najbliższych wyborach choćby na Samoobronę (dokładnie wbrew własnym ideowym przekonaniom), byle tylko pokazać temu towarzystwu czerwoną kartkę (albo figę z makiem, albo coś gorszego - jak kto woli).

Pozdrawiam!

Geograf

PS. Mój doktorat, traktujący o analizie przestrzennej upadku kolejnictwa polskiego na przestrzeni lat 1988 - 2008, jest prawie na ukończeniu. Ponieważ ma on prezentować - w założeniu - wysoki poziom, zarówno warsztatowy, jak i leksykalny - nie mogę sobie w nim pozwolić na "rzucanie mięsem", ani nawet na jakiekolwiek osobiste uwagi pod adresem ludzi za tenże upadek odpowiedzialnych. Wylewam więc swoje żale na tych oto, prywatnych a niezobowiązjących, łamach.

Na zdjęciu: Dawna stacja Regulice na zamknietej dla ruchu i przeznaczonej do likwidacji linii Trzebinia - Wadowice; zachodnia część województwa małopolskiego. Zdjęcie wykonane w zaledwie 2 lata(!) po zawieszeniu przewozów. Widoczne zarośnięte tory, wygaszone semafory i skasowana (częściowo rozszabrowana) sieć trakcyjna.

Autor: Małgorzata Bartosik, http://www.kolej.one.pl/index.php?dzial=stacje&id=4028&okno=galeria&zakres=-1&od=0&do=0&photoid=3601

19:49, komusinski
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 sierpnia 2009
Kiedy nie ma oczym pisać...

Krzeszowice, 16.08.2009

Pstro mam w głowie i fiołki w niej kwitną... Tak zupełnego braku pomysłu na wpis nie miałem od dawna :-(

A może by tak - myślałem - napisać coś o "Karuzeli z madonnami" która odbyła się wczoraj w Warszawie? Ale nie, bez sensu - wszczyscy o tym piszą, mój stosunek do wszelakich Lig Obrony Wartości etc. etc. jest wiadomy, a moje mniemanie o samej Madonnie niewiele lepsze (ma zapewne bardziej utalentowanych tekściarzy niż 25 lat temu, ale kiedy tylko ima się religii - czy to zostając kabalistką, czy przybijając się do krzyża - jest to nieodmiennie płytkie i żałosne, niczym filmy z jej udziałem). O polityce - nie. O sporcie - nie. O połączeniu polityki i sportu (rajd Bandery) - też nie, mądrzejsi ode mnie już na ten temat pisali. O turystyce pisałem ostatnio dużo, dodam więc tylko, że przeszedłem się wczoraj piękną trasą w Beskidzie Sądeckim przez Halę Łabowską, gdzie jest ładne schronisko z fatalną kuchnią (gulasz z konserwy, chyba dla kota. Ble!).

Więc żeby nie zanudzać, to przepisuję szybko jedynie mój ulubiony ostatnio kawał:

Kubuś Puchatek siedzi przy ognisku, zajada pieczyste i popija miodem. Po chwili zjawia się Tygrysek.

- Mogę się przysiąść?

- Pewnie, siadaj, częstuj się.

Po wypiciu odpowiedniej ilośc miodu, Tygrysek zbiera się na odwagę.

- Wiesz Kubusiu, muszę Ci coś wyznać... Tak naprawdę, to ja nie lubię Prosiaczka...

- To nie jedz!

Pozdrawiam! :-)

08:59, komusinski
Link Komentarze (5) »
niedziela, 02 sierpnia 2009
Krajobraz (po)górski, albo retrospektywny dziennik z wyprawy na Słowację

Krzeszowice, 02.08.2009

Wróciłem, i na dzień dobry pragnę się podzielić paroma uwagami na temat zrealizowanej w dniach 25 - 31 lipca, wspólnie z kolegą Dominikiem, wyprawy górskiej na środkową Słowację.

1. Transport odbywał się w przeważającej mierze koleją: opuściliśmy Kraków w sobotę 25 lipca nocnym pociągiem do Bukaresztu (odj. z Krakowa 22.45), aby z przesiadkami na słowacki szynobus w Plavcu i autobus w Popradzie, znaleźć się w piątek, 26 lipca, o godz. 7.10 we wsi Liptovska Teplićka, stanowiącej nasz punkt wypadowy na Kralovą Holę. Później korzystaliśmy z usług kolei słowackich jeszcze trzykrotnie: przerzucając się ze wschodniej w zachodnią część Niżnych Tatr (Zavadka n./ Hronom - Brezno), następnie przenosząc się w Rudawy Słowackie (Brezno - Zbojska) a wreszcie w drodze powrotnej do domu (kilkoma pociągami, z przesiadkami w Ćervenej Skale, Magrećanach i Kysaku). Powróciliśmy do Krakowa w piątek, 31 lipca, około 5.30 rano.

2. Jak widać z powyższego zestawienia, zrezygnowaliśmy z powrotu do kraju via Bieszczady, koleją przez Łupków - zadecydował stan naszych nóg, butów, ogólne przemęczenie oraz fakt, że plany w odniesieniu do gór słowackich udało nam się zrealizować w 100%.

3. Pogoda była wyśmienita - w przeciągu 5 dni marszu (2 w części wschodniej Niżnych Tatr, 2 w części zachodniej i 1 w Rudawach Słowackich), trafiło się nam raptem kilka godzin pochmurnych, i to na głównej grani NT, na wysokości ok. 2000 m (innymi słowy - mieliśmy pecha wejść w chmurę).

4. Rozkład noclegów przedstawiał się następująco: 2 noce (pierwsza i ostatnia) spędzone w pociągu Cracovia relacji Kraków - Bukareszt - Kraków, 1 w darmowym (i substandardowym) schronie na przełęczy Andrejcova pod Kralovą Holą, 2 w pensjonatach (Zavadka n./ Hronom i Zbojska) i 1 w schronisku na Chopoku.

5. Zaliczyliśmy kilka miłych spotkań z fauną gór słowackich, głównie z kozicami górskimi. Ponadto, mieliśmy okazję obejrzeć - miłą dla oka - walkę barana z psem pasterskim o możliwość wyjadania trawy przy budzie tego drugiego. Wynik pojedynku (bodzenie kontra szczekanie): 1:1 ;-)

6. Z całego serca polecam: główną grań Niżnych Tatr, schronisko na Chopoku, pensjonat Salaś Zbojska (na przełęczy Zbojska w Rudawach Słowackich - oprócz noclegów zapewnia znakomite wyżywienie i różne atrakcje agroturystyczne), kluseczki z bryndzą i skwarkami (haluśky), gulasz z baraniny, ser panierowany (vyprażany syr), słowackie piwa (zwłaszcza ciemne) oraz słowacką kolej (do której nasza się nie umywa).

7. Z całego serca odradzam: (a) podejmowania prób przejścia środkowej części głównego grzbietu Niżnych Tatr (odcinek Velka Vapenica - sedlo Ćertovnica) - odcinka wyjątkowo przykrego, z uwagi na niemal pełne zalesienie, bardzo duże deniwelacje (do 500 różnicy wzniesień w linii grzbietu!) oraz kiepski stan szlaku; (b) prób nocowania w Chacie Zbojska (nie mylić ze wspomnianym, przesympatycznym pensjonatem Salaś Zbojska), która okazała się być zamknięta na cztery spusty w środku sezonu; wreszcie (c): prób zejścia z Fabovej Holi (najwyższego szczytu Rudaw Słowackich) do wsi Polomka - zielony szlak w dużej części niemożliwy do przebycia z uwagi na powalone drzewa, konieczny okazał się być wybór trasy okrężnej, asfaltową drogą poprowadzoną sąsiednią doliną.

Summa sumarum: oceniam całą wyprawę na +4, i zdecydowanie zachęcam wszystkich zainteresowanych turystyką górską do odwiedzania mniej znanych, a dzikszych regionów Słowacji, niezależnie od szalejącego kursu EURO.

Pozdrawiam

Geograf

17:00, komusinski
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 lipca 2009
Od Bałtyku do (Niżnych) Tatr

 

Nie można żyć bez ryzyka/ Tylko widz, tylko widz go unika/ A kto chce być w środku zdarzeń/ Musi żyć wciąż z bagażem/ Musi mieć walizeczkę i koc/ I latarenkę na noc... (J. Przybora)

Krzeszowice, 25.07.2009

Drobna przerwa w podróży: zaledwie poprzedniej nocy wróciłem z delegacji z Gdańska, a już dziś wieczorem wybywam nocnym pociągiem na Słowację. Urlop, który należy mi się jak przysłowiowemu psu buda, choć skrócony do zaledwie jednego tygodnia, ma mi zapewnić siły na cały pracowity sierpień; potem - mam nadzieję - dostanę upragnione pełne dwa tygodnie wolnego, a dzięki temu załapię się na legendarną pamiętkę po czasach późnego Gierka - dopłatę za wczasy pod gruszą ;-). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - wrócę do kraju w przyszłą sobotę, okrężną trasą przez Bieszczady.

Pozdrawiam wszystkich - i do rychłego zobaczenia!

Geograf

PS. Liczę, że chociaż w czasie mojej nieobecności śmierć przestanie zbierać żniwo wśród rodzimych autorytetów moralnych i intelektualnych; niewielu ich wszak zostało...

12:22, komusinski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2009
Śmierć filozofa. Leszek Kołakowski 1927 - 2009

                                              Krzeszowice, 18.07.2009

Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości,
zanim jeszcze nadejdą dni niedoli
i przyjdą lata, o których powiesz:
"Nie mam w nich upodobania";
zanim zaćmi się słońce i światło,
i księżyc, i gwiazdy,
i chmury powrócą po deszczu;
w czasie, gdy trząść się będą stróże domu,
i uginać się będą silni mężowie,
i będą ustawały mielące, bo ich ubędzie,
i zaćmią się patrzące w oknach; 
i zamkną się drzwi na ulicę,
podczas gdy łoskot młyna przycichnie
i podniesie się do głosu ptaka,
i wszystkie śpiewy przymilkną;
odczuwać się nawet będzie lęk przed wyżyną
i strach na drodze;
i drzewo migdałowe zakwitnie,
i ociężałą stanie się szarańcza,
i pękać będą kapary;
bo zdążać będzie człowiek do swego wiecznego domu
i kręcić się już będą po ulicy płaczki;
zanim się przerwie srebrny sznur
i stłucze się czara złota,
i dzban się rozbije u źródła,
i w studnię kołowrót złamany wpadnie;
i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był,
a duch powróci do Boga, który go dał.
Marność nad marnościami - powiada Kohelet -
wszystko marność...

A ponadto, że Kohelet był mędrcem,
wpajał także wiedzę ludowi.
I słuchał, badał i ułożył wiele przysłów.

Starał się Kohelet znaleźć słowa piękne
i rzetelnie napisać słowa prawdy.

Słowa mędrców są jak ościenie,
a zdania zbiorów przysłów - jak wbite gwoździe.
Dane są tu przez pasterza jednego.
Ponadto, mój synu, przyjmij przestrogę:
Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca,
a wiele nauki utrudza ciało.

(Koh 12, 1 - 13)

10:18, komusinski
Link Komentarze (3) »
środa, 15 lipca 2009
Śmierć inteligenta. Zbigniew Zapasiewicz 1934 - 2009

Krzeszowice, 15.07.2009

Wpis ten miał powstać wczoraj w nocy, ale złośliwość rzeczy martwych (Internetu, konkretnie) mnie przemogła.

Zmarł - bezdyskusyjnie - jeden z najlepszych polskich aktorów. Kiedy zamieszczałem w sieci przed mniej więcej rokiem pierwszy z moich wpisów, chwaliłem Zapasiewicza m.in. za to, że swoim genialnym aktorstwem potrafił ratować nawet gorsze filmy Zanussiego (skądinąd, mojego - mimo wszysto - ulubionego reżysera):

http://globuspolski.blox.pl/2008/06/Krzystof-Zanussi-czyli-do-czego-klerykalizm.html#ListaKomentarzy

Kreowane przez Zapasiewicza postacie konały w filmach wielkich polskich twórców albo widowiskowo (jak w "Bez znieczulenia", najlepszym chyba filmie Wajdy, choć bardzo niewajdowskim), albo przewlekle i dramatycznie (jak w "Życiu jako śmiertlenej chorobie przenoszonej drogą płciową" i "Suplemencie" Zanussiego). Jego prawdziwa śmierć była wszakże tyleż nagła, co dramatyczna. Niby to żaden wstyd umrzeć w wieku lat 74 (wieku poborowym, jak mawia wielu), a jednak było to smutne zaskoczenie.

Oglądałem Zapasiewicza tylko raz na żywo - przed trzema laty w krakowskiej "Bagateli", w serii jednoaktówek Becketta - toteż bardziej zapadł mi w pamięć jako aktor filmowy. Jako jeden z nielicznych potrafił naprawde mnie wzruszyć, jak choćby w scenie "Persona non grata" w której grany przez niego ambasador jedzie do weterynarza by uśpić swojego śmiertelnie chorego psa.

Znamienne, że role w których występowął (za wyjątkiem, być może, czarnego charakteru z "Ziemi Obiecanej") nigdy nie były moralnie jednoznaczne. Ostentacyjny cynizm (a może raczej stoicyzm) granych przez niego postaci, zawsze, koniec końców, okazywał się być maską. Jakim on sam był człowiekiem - tego nie wiem. Ale polskie kino poniosło wraz z jego śmiercią niepowetowaną stratę.

20:41, komusinski
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 lipca 2009
Ćwierkanie

Krzeszowice, 09.07.2009

Przed mniej więcej 40 laty, jeden z tzw. proroków naszych czasów (czy aby nie był to Andy Warhol?) przepowiadał, że wkrótce sława przestanie być dobrem rzadkim, że "każdy będzie sławny przez 15 minut". Abstrahując od rozważań nad prawdziwością tego proroctwa (fałszywego o tyle, że granice hierarchicznych podziałów w kulturze występują nadal, tyle że ich przebieg jest dziś bardziej pogmatwany niż przed kilkudziesięciu laty), pragnę zastanowić się, na ile blogi (a szczególnie ich maksymalnie uproszczona wersja - twittery, czyli w wolnym tłumaczeniu "ćwierkacze") kształtują obraz współczesnej kultury.

Pisać bloga o blogowaniu jako takim nie zamierzam; mój zero-jedynkowy umysł nie lubuje się wszak w dialektycznych sprzężeniach zwrotnych :-) Ale o twitterach chyba warto wspomnieć parę (raczej gorzkich) słów. Owszem, odegrały one ostatnio chwalebną a dramatyczną rolę, gdy teherańscy demonstranci korzystali z nich - jako jedynego medium, którego dyktatura nie była w stanie wyłączyć - aby ujawnić światu swój bunt. Ale przecież zazwyczaj - w normalnych czasach, gdy media służą informacji, a nie walce o wolność - mają się one tak do "regularnych blogów, jak tabloidy do tygodników opinii. Poniżej przedstawiam więc, przewrotnie, próbkę "co by było gdyby". Otóż gdybym "ćwierkał" zamiast blogować, ćwierkałbym dzisiaj mniej więcej w tak:

- Krzeszowice, 05:45: wstaję, jest źle - ładna pogoda za oknem;

- Krzeszowice, 05:55: się golę;

- Krzeszowice, 06:09: wychodzę na stację;

- Krzeszowice, 06:16: pociąg się spóźnia;

- Kraków, 06:55: pociąg dojeżdża do stacji docelowej - idę na trawmaj i jadę do pracy;

- Kraków, 07:32: przyjeżdżam do pracy, odczytuję zaległe e-maile, się złoszczę;

- Kraków, 08:00: zjadam pierwsze śniadanie

- Kraków, 08:51: szef mnie wzywa, rozmawiamy o... [tajemnica śłużbowa]

- Kraków, 10:55: wysłuchawszy w "Trójce" audycji red. Dobroń, mam dość jogi, feng shui i panowania nad sobą - zjadam 2 śniadanie i wypijał 4 kawę (czyżbym o pierwszych 3 nie wspomniał?!);

 - Kraków, 12:38: [tajemnica śłużbowa];

- Kraków, 14:59: kończę pracę;

- Kraków, 15:58: idę z Pawłem na piwo;

- Zabierzów, 18:07: jestem w drodze do domu;

- Krzeszowice, 18:29: wizyta u dentysty;

- Krzeszowice, 19:40: siadam przy stole, napoczynam frytki z jajkiem sadzonym, otwieram butelkę wina, otwieram laptopa, włączam internet...

- Krzeszowice, 20:02: Aga przysyła esemesa że będzie kwadrans po dziesiątej;

- Krzeszowice, 20:16: Pozdrawiam! :-)

Geograf

20:16, komusinski
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6