Blog > Komentarze do wpisu
Śmierć inteligenta. Zbigniew Zapasiewicz 1934 - 2009

Krzeszowice, 15.07.2009

Wpis ten miał powstać wczoraj w nocy, ale złośliwość rzeczy martwych (Internetu, konkretnie) mnie przemogła.

Zmarł - bezdyskusyjnie - jeden z najlepszych polskich aktorów. Kiedy zamieszczałem w sieci przed mniej więcej rokiem pierwszy z moich wpisów, chwaliłem Zapasiewicza m.in. za to, że swoim genialnym aktorstwem potrafił ratować nawet gorsze filmy Zanussiego (skądinąd, mojego - mimo wszysto - ulubionego reżysera):

http://globuspolski.blox.pl/2008/06/Krzystof-Zanussi-czyli-do-czego-klerykalizm.html#ListaKomentarzy

Kreowane przez Zapasiewicza postacie konały w filmach wielkich polskich twórców albo widowiskowo (jak w "Bez znieczulenia", najlepszym chyba filmie Wajdy, choć bardzo niewajdowskim), albo przewlekle i dramatycznie (jak w "Życiu jako śmiertlenej chorobie przenoszonej drogą płciową" i "Suplemencie" Zanussiego). Jego prawdziwa śmierć była wszakże tyleż nagła, co dramatyczna. Niby to żaden wstyd umrzeć w wieku lat 74 (wieku poborowym, jak mawia wielu), a jednak było to smutne zaskoczenie.

Oglądałem Zapasiewicza tylko raz na żywo - przed trzema laty w krakowskiej "Bagateli", w serii jednoaktówek Becketta - toteż bardziej zapadł mi w pamięć jako aktor filmowy. Jako jeden z nielicznych potrafił naprawde mnie wzruszyć, jak choćby w scenie "Persona non grata" w której grany przez niego ambasador jedzie do weterynarza by uśpić swojego śmiertelnie chorego psa.

Znamienne, że role w których występowął (za wyjątkiem, być może, czarnego charakteru z "Ziemi Obiecanej") nigdy nie były moralnie jednoznaczne. Ostentacyjny cynizm (a może raczej stoicyzm) granych przez niego postaci, zawsze, koniec końców, okazywał się być maską. Jakim on sam był człowiekiem - tego nie wiem. Ale polskie kino poniosło wraz z jego śmiercią niepowetowaną stratę.

środa, 15 lipca 2009, komusinski
Komentarze
2009/07/20 10:27:21
Szykowałem się na komentarz do tej notki, aż jest następna. Tak mam strasznie dużo pracy.
Nie lubię Zanussiego, tak jak i Kieślowskiego. Pewna osoba chyba odgadła powody - ja jestem niewierzący, ja tych filmów nie rozumiem, nie rozumiem powodów ich powstania, nie interesuje mnie tematyka, dla mnie one wszystkie są puste jak wydmuszka, bez treści. Ale rozumiem, że jest to spowodowane moim ateizmem. Z Zanussiego lubię jeden film "Barwy ochronne" i jeden toleruję "Życie rodzinne". Ale do Zanussiego należy tytuł reżysera najbardziej znienawidzonego filmu przeze mnie - to jest "Za ścianą". Ja byłem tak zażenowany scenami w tym filmie, że dla mnie były one dla mnie wstrząsem moralnym, który pamiętam do dzisiaj.