Blog > Komentarze do wpisu
Krzystof Zanussi, czyli do czego klerykalizm potrafi doprowadzić wybitnego intelektualistę

Krzeszowice, 23.06.2008

 A więc - zgodnie z wczorajszą obietnicą - nowy wpis. Ciekawe jak długo utrzymam takie tempo :-)

 Popuszczam wodze fantazji, i wyobrażam sobie taką oto scenę filmową:

Jest lato 2008 roku. Wyższe Seminarium Duchowne w Głodowej Wólce organizuje w odzyskanym w ramach reprywatyzacji majątku ziemskim sesję referatową pt. "Wpływ myśli Jana Pawła II na język liturgii w kościele polskim". Sekretarzem naukowym imprezy jest stary, zgorzkniały biskup (w tej roli - a jakże! - Zbigniew Zapasiewicz), uwikłany w romans z słuchaczką szkoły dla katechetek i szantażowany przez byłego oficera SB, dysponującego stosownymi kwitami. Jego zastepcą do spraw organizacyjnych jest młody, idealistycznie nastawiony do życia kleryk (w tej roli, powiedzmy, Michał Żebrowki), który przyłapuje jednego z księży na podkradaniu pieniędzy z tacy. Zamierza o tym donieść szefowi zjazdu, ale biskup bierze go na stronę i rzuca nieśmiertelny cytat: "Moralność, panie kolego, to jest taka kula u nogi. A ja będę pana namawiał, by pan tę kulę odrzucił " :-)

 Eh, marzenia... Druga część "Barw ochronnych", przeniesiona ze środowiska akademiskiego w kościelne, nie powstanie. Dlaczego? Reżyser wyjaśnia to we wspomnianym wywiadzie ("Krzysztof Zanussi. Sylwetka artysty, Oficyna Wydawniczo - Poligraficzna "Adam", Warszawa 2008). Otóż, nie chce szkodzić Kościołowi, a wie, że poruszając ten temat musiałby mówić całą prawdę. Przynajmniej szczere stwierdzenie. Ale szkoda.

 A tak w szerszym kontekście - Zanussi jest reżyserem dobrym, wręcz wybitnym, pod warunkiem wszakże iż nie kręci filmów o kościele i w ogóle trzyma się z dala od tematyki stricte religijnej. W tym miejscu polemizowałbym z PA2155 - jak dla mnie po całej serii dzieł "konfesyjnych", Zanussi powstał jednak z kolan (dosłownie i w przenośni), kręcąc "Persona non grata". Poprzednie jego filmy, przesłodzone jak diabli, tj. "Życie jako..." i "Suplement", ratował oczywiście Zapasiewicz; warto nieraz stracić półtorej godziny na  bajdurzenia o pokoleniu JP2 by obejrzeć, jak stary satyr przez kwadrans kona na raka...

Na pozafilmową działalność kulturową p. Zanussiego, np. jako choreografa hiphopowego (czy ktoś pamięta trzech raperów stających na głowie przed papieżem? Acydzieło!) spuszczam zasłonę milczenia. Podobnie z jego dokonaniami jako felietonisty w Polityce - zawsze było to samo: "Będąc znanym intelektualistą bawiącym na kongresie filmowców w Moskwie/ Londynie/ Bombaju/ Lagos*... (*niepotrzbne skreślić).

Krótko mówiąc - reżyserzy do kamery (a nie do kruchty ani do gazety)! :-)

 Pozdrawiam

 Geograf

PS Jestem miłośnikiem kuchni węgierskiej, więc ostrzę sobie zęby na "Gulasz z Turula" K. Vargi. Jak przeczytam, nie omieszkam opisać tu swoich doznań.

poniedziałek, 23 czerwca 2008, komusinski
Komentarze
Gość: Pani Wulkanolog, nat-3.autocom.pl
2008/06/23 19:47:28
Szanowny miłośniku kuchni węgierskiej!
Wszak blog gustowny, płynną polszczyzną pisany to nie mogę powstrzymać się od jednej, "małej" uwagi- od kiedy to zaczynamy zdanie od "A więc"...?
Wstyd! ;)
Pozdrawiam,
O.
-
2008/06/23 19:52:52
Moze troche ponudze. Dziele sobie tworczosc Zanussiego na okresy historyczno-tematyczne. Czesc pierwsza- to epoka gierkowska i dyskusje o duszy zbuntowanego mlodego naukowca, sensie zycia ("Struktura krysztalu", "Za sciana", "Iluminacja"). Tam jest duzo wynurzen intelektualnych o poznaniu jako takim oraz o filozofii zycia. Bohaterowi tych filmow to ludzie samotni, chcacy cos zmienic, ale rowniez nadac swojemu zyciu inny niz konsumpcyjny sens. No i do tego swiata idei czystych wkrada sie niepostrzezenie realizm socjalizmu gierkowskiego, poczatkowo niesmialo, a potem juz otwarcie w bardzo publicystycznych "Barwach ochronnych". Ten ostatni film byl zaliczany do "kina niepokoju moralnego", ktory byl przedmurzem Sierpnia dla polskiej inteligencji. Widzialem "Barwy ochronne" drugi i trzeci raz w XXI w. na emigracji i spostrzeglem, ze porusza tematy uniwersalne, ktore istnieja rowniez na Zachodzie.
Dla mnie osobiscie, to chyba najlepszy film Zanussiego. On potem byl w Hollywoodzie, zrobil nawet jakis film z H. Buchholtzem w roli glownej, ale to gdzies zginelo, bez sladu. Byl jeszcze epizod z telewizja zachodnioniemiecka ("Milosierdzie platne z gory").
Potem byly lata infatuacji JPII i jego spuscizna literacka. Nie wiem, czy byla to chec zrobienia kasy na Zachodzie, czy tez mimowolne nawrocenie sie Mistrza na katolicyzm? Ktoz to wie? Te filmy byly slabiutkie i drazniace, przynajmniej dla mnie, naiwniutkim katolicyzmem, jak gdyby zrobionymi na zamowienie. Co jeszcze do mnie dotarlo? W Ameryce Pln to mozna ogladac tylko w polskiej telewizji. Widzielem wiec "Gallop" i "Zycie jako smiertelna chorobe przenoszona..." Co jedno, to gorsze. No i to chyba wszystko. Chcialbym, aby KZ wrocil do poziomu swoich wczesnych lat. Moze byla to inna epoka, inne sprawy, inna waga problemow. Na pewno nie powinien wracac do inspiracji religijnych, poniewaz w sprawach religijno-filozoficznych nie jest G. Greenem, ktorego ja, uwielbiam.
-
2008/06/24 10:13:07
Lubię tylko jeden film Zanussiego - "Barwy ochronne", od biedy może być jeszcze "Życie rodzinne". Ale to związane jest chyba z moim ateizmem, bo ja tych filmów nie rozumiem. Podobnie jest z Kieślowskim, którego filmy uważam za puste wydmuszki. Do Zanussiego należy również tytuł najbardziej znienawidzonego przeze mnie filmu - mówię o "Za ścianą".
Pani Wulkanolog - warto nie zwracać uwagi początkującemu blogerowi, a także pragnę zauważyć, że rozpoczynanie zdania od "A więc..." jest absolutnie dopuszczalne. To jest fundamentalizm językowy.
-
2008/06/24 14:55:39
Torlin:
Musze zgodzic sie z ocena Kieslowskiego, zwlaszcza, gdy mowa o "Dekalogu". W tych filmach az zieje infantylizmem i naiwnoscia religijna, nie mowiac o sztucznosci dialogow. Z perspektywy Zachodu, Kieslowski jest jedynym rozpoznawalnym polskim rezyserem. Po prostu wytworzyl sobie wlasciwy PR. Mam w mojej bibliotece uniwersyteckiej mlodego Amerykanina, zafascynowanego kultura Europy Wsch. i on rowniez powtarza oklepane zwroty o wielkosci Mistrza Kieslowskiego, chociaz nie rozumie kontekstu ideowego jego filmow (jezeli takowy istnieje). Jedynym pozytywnym aspektem tej sprawywydaje mi sie posrednia popularyzacja poprzez Kieslowskiego kultury i filmow polskich, a tego nigdy nie jest za malo na kontynencie amerykanskim. Moj znajomy Amerykanin obejrzal przynajmniej dzieki temu kilka filmow Wajdy i Munka.
-
Gość: Geograf, 62.29.136.3*
2008/06/24 15:05:22
@ pa2155, Torlin:

Kieślowskiego cenię za jeden film - "Przypadek" - a i to głównie dzięki znakomitej obsadzie i odkryciu Lindy (który zresztą później staczał się dość konsekwentnie, nadając kierunek dynamice polskiego kina od 1980 roku począwszy). No, powiedzmy że "Dekalog X" też był niezły, bo Kieślowski ujawnił w nim cechę o która trudno go podejrzewać - poczucie humoru, czy wręcz autoironię.

Pozdrawiam

Geograf

PS. Pani wulkanolog to moja bardzo dobra koleżanka ze studiów, a prywatnie - purystka językowa, co jednak wybaczam :-)
-
2008/06/24 15:22:59
Glosowalbym za "Personelem" (jego pierwszy film fabularny, zrobiony dla TVP) i ewentualnie- "Amatorem" (gdzie pojawia sie nasz glowny bohater- KZ).
-
2008/06/24 21:41:04
PAKu (bo to chyba Ty jesteś) - szykowałem się do napisania toczka w toczkę tego zdania. Ale my mamy podobne opinie! "Personel jest znakomity". "Amator" się zdezaktualizował, to było jednak dla mnie "kino moralnego niepokoju" i wówczas robił olbrzymie wrażenie. A może i dziś robi? Dawno go nie oglądałem, więc nie wiem.
-
2008/06/24 21:54:24
Torlin:
Nie, niestety nie jestem PAK-iem z bloga D. Szwarcman. Serdecznie tego zaluje, jezeli zawiodlem oczekiwania. :) Spotykamy sie, natomiast, czasami, na "Grze w klasy" i innych blogach "Polityki". Cieszy mnie zgodnosc opinii i gustow filmowych. Te "kiesluchy" jak je prywatnie nazywam, przesladuja mnie od dluzszego czasu. Jedna z moich znajomych, profesjonalnie- profesor filmoznawstwa na jednym z ontaryjskich uniwersytetow, jest "specjalistka" od tworczosci KK.

Pozdrowienia.